Geoblog.pl    robas    Podróże    Grecja 2011    U drzwi Zeusa - Olimp
Zwiń mapę
2011
24
cze

U drzwi Zeusa - Olimp

 
Grecja
Grecja, Litóchoro
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1662 km
 
Jednym z naszych celów było wejście na Olimp. Jedziemy więc rano do Litochoro i dalej wijącą się serpentynami drogą pod górę. Po drodze zatrzymujemy się przy opuszczonym monastyrze Dionisiou i idziemy ścieżką w dół do Świętej Jaskini. Tu większość turystów zawraca, ale my postanawiamy zejść stromą ścieżką jeszcze kilkaset metrów niżej, wzdłuż strumienia. Ponieważ jest naprawdę gorąco, wpadamy na pomysł żeby wykąpać się w górskim potoku. Woda jest bardzo zimna i szybko studzi nasze rozgrzane ciała. Wracamy do samochodu i jedziemy dalej mocno pod górę, wąską drogą do parkingu, z którego wchodzi się na szlak wiodący w stronę masywu Olimp. Jest już około 14:00 kiedy ruszamy pod górę. Na początku szlak wiedzie wśród drzew, jest dość szeroki, a w niektórych miejscach porobione jest coś w rodzaju stopni. Od samego początku zwracamy uwagę że... jakby to delikatnie powiedzieć... szlak jest cały obsrany przez jakieś zwierzęta. Czasami ciężko znaleźć miejsce gdzie można nogę postawić, nieprzyjemny zapach i do tego roje much. Za to w porównaniu z polskimi górami ruch jest niewielki. Owszem spotyka się ludzi, ale nie są to takie tłumy jak w Tatrach. Po niecałej godzinie docieramy do ławki przy której robimy sobie postój. W pewnym momencie słyszymy dzwonki, takie które zakłada się zwierzętom. Dźwięk staje się coraz głośniejszy i w zza zakrętu wyłania się przewodnik prowadzący całą kolumnę mułów objuczonych towarem. W ten sposób dostarczany jest towar do schroniska w górach. Nie ma innej możliwości, nie ma tam innej drogi. Teraz już wiemy co tak zanieczyszcza szlak. Córka od razu nadaje im przezwisko „obsrańce” J Później przeczytamy że całe szczęście iż natknęliśmy się na ten konwój w trochę szerszym miejscu, ponieważ zwierzęta kiedy napotykają turystów i jest wąsko na szlaku często torują sobie drogę kopytami. Ruszamy dalej, idziemy jeszcze półtorej godziny, a tu szczytu jeszcze nawet nie widać na horyzoncie. Docieramy do szerokiego zakrętu z dużym rumowiskiem skalnym, gdzie chociaż nie ma żadnego wyznaczonego miejsca, właściwie wszyscy robią sobie postój. Jest to mniej więcej w połowie drogi między parkingiem, a schroniskiem. Kto się wspinał tym szlakiem na pewno kojarzy to miejsce. Patrzę na zegarek, nie mamy pojęcia ile jeszcze do celu, a trzeba jeszcze mieć czas na powrót. Z wielkim żalem podejmujemy decyzję że jednak wracamy. Można powiedzieć że nie byliśmy gotowi na spotkanie z Zeusem i nie wpuścił nas do siebie. Właściwie to trzeba się przyznać, że poszliśmy w góry nieprzygotowani. Nie wiedzieliśmy jak długie jest to podejście i czego się tam spodziewać. Obiecujemy sobie jednak, że wrócimy tu jeszcze i wejdziemy na Mytikas - najwyższy szczyt Grecji. Okazało się, że zawróciliśmy w najlepszym momencie, ponieważ zejście zabrało nam tyle czasu, że zjeżdżając już dalej samochodem obserwujemy wspaniały zachód słońca właśnie za tym masywem, na który się wspinaliśmy.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (26)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
robas
Robert
zwiedził 14.5% świata (29 państw)
Zasoby: 263 wpisy263 125 komentarzy125 2580 zdjęć2580 39 plików multimedialnych39
 
Moje podróżewięcej
29.01.2017 - 13.02.2017
 
 
04.09.2015 - 13.09.2015